czwartek, 10 marca 2016

Tonik do cery naczynkowej i porowatej Ingli Pai z Estonii

Podróż do krajów Bałtyckich jest przygodą ze względu na język. Mało kto miał coś wspólnego z łotewskim czy estońskim, i domyślanie się gdzie jesteś, albo produkt do jakiej części ciała trzymasz w rękach, jest ekscytujące. Często lokalne firmy robią opis produktu tylko we własnym języku, i uważam że to jest na tyle wkurzające, na ile cudne :)

Tonik znalazłam w dużym estońskim supermarkecie. Wg słowa kuperoossele wywnioskowałam że chodzi o naczynka. Obok stały  kremy w ślicznych małych szklanych słoikach, ale nie miałam czasu rozszyfrowywać etykiety :(

W domu odwiedziłam stronę internetową tę firmy, przetłumaczyłam opis kosmetyku w Google translate, i wypatrzyłam, co mogę kupić w przyszłości.

Tonik bardzo mi się podobał. W składzie ma tylko wodę i olejki eteryczne z cytryny, cyprysa i  rumianu rzymskiego. Wydawało się że przecieram twarz samą wodą, na tyle nie przypominał kosmetyku. Uwielbiałam też przecierać nim oczy. Wieczorem, żeby zmyć resztki płynu do demakijażu, a z rana - przegonić noc. Nie zauważyłam jakiegoś wyjątkowego efektu pielegnacyjnego i oddziaływania na naczynka, ale też nie oczekuje tego od tonika. Przede wszystkim jest to kosmetyk niesamowicie przyjemny w użyciu, obłędnie pachnie czymś ziołowym i jest w całości naturalny.

Ingli Pai nie posiadają żadnych certyfikatów. Mimo to, chce kontynuować znajomość. Przekonują mnie składy i to, że wszystkie kosmetyki są zapakowane w pojemniczki z ciemnego szkła. Niestety nie można kupić tych kosmetyków w Polsce, więc czekam na kolejny wyjazd :)



strona internetowa - http://inglipai.ee/
tylko w eesti :)

sobota, 5 marca 2016

2. Bardzo rzadko używam wkładek higienicznych, a jeśli już, to tylko biodegradowalne.

Przede wszystkim, nie robię tego codziennie. Dużo myślałam o tym, jak jeszcze 50 lat temu, kobiety żyły bez wkładek i używały wielorazowych chusteczek do nosa. Nie podoba mi się obecne dążenie do przesadnej czystości i uważam że należy z większym dystansem traktować to, co z nas wycieka.

Wydaje mi się, jeśli dziewczyna jest zdrowa wkładki są niepotrzebne. Bielizna i tak idzie do prania.

Używam wkładek tylko podczas ostatnich dni okresu, więc wykorzystuje jedno albo dwa opakowania rocznie. To daje możliwość kupować droższe, ale niebielone chlorem i biodegradowalne produkty, wybór których robi się coraz większy.

Świadomie korzystając z wkładek, można zmniejszyć ilość śmieci.

Teraz używam Natracare, są z organicznej bawełny, nie mają plastikowego dna, które zabiera jednej z najważniejszych części ciała dostęp do powietrza. Są biodegradowalne na 90 procent (muszę się dowiedzieć dlaczego nie na 100), i mogą być wrzucone do kompostu (spróbuję, kiedy będę miała kompostownik). Jedynie co mi się nie podoba to klej. Nie jest zbyt trwały, więc wkładka często się przesuwa. Ideału ciągle szukam :)