Podróż do krajów Bałtyckich jest przygodą ze względu na język. Mało kto miał coś wspólnego z łotewskim czy estońskim, i domyślanie się gdzie jesteś, albo produkt do jakiej części ciała trzymasz w rękach, jest ekscytujące. Często lokalne firmy robią opis produktu tylko we własnym języku, i uważam że to jest na tyle wkurzające, na ile cudne :)
Tonik znalazłam w dużym estońskim supermarkecie. Wg słowa kuperoossele wywnioskowałam że chodzi o naczynka. Obok stały kremy w ślicznych małych szklanych słoikach, ale nie miałam czasu rozszyfrowywać etykiety :(
W domu odwiedziłam stronę internetową tę firmy, przetłumaczyłam opis kosmetyku w Google translate, i wypatrzyłam, co mogę kupić w przyszłości.
Tonik bardzo mi się podobał. W składzie ma tylko wodę i olejki eteryczne z cytryny, cyprysa i rumianu rzymskiego. Wydawało się że przecieram twarz samą wodą, na tyle nie przypominał kosmetyku. Uwielbiałam też przecierać nim oczy. Wieczorem, żeby zmyć resztki płynu do demakijażu, a z rana - przegonić noc. Nie zauważyłam jakiegoś wyjątkowego efektu pielegnacyjnego i oddziaływania na naczynka, ale też nie oczekuje tego od tonika. Przede wszystkim jest to kosmetyk niesamowicie przyjemny w użyciu, obłędnie pachnie czymś ziołowym i jest w całości naturalny.
Ingli Pai nie posiadają żadnych certyfikatów. Mimo to, chce kontynuować znajomość. Przekonują mnie składy i to, że wszystkie kosmetyki są zapakowane w pojemniczki z ciemnego szkła. Niestety nie można kupić tych kosmetyków w Polsce, więc czekam na kolejny wyjazd :)
strona internetowa - http://inglipai.ee/
tylko w eesti :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz